Używane elektryki mają atrakcyjne ceny i ich zakup coraz bardziej się opłaca.
Maciej Gis
110 tys. zł za trzyletnią Teslę Model 3 zamiast ponad 200 tys. zł za nową, 51 tys. zł za pięcioletniego Nissana Leafa zamiast 150 tys. zł za auto z salonu czy 66 tys. zł za BMW i3. Rynek wtórny samochodów elektrycznych staje się coraz bardziej rozbudowany, a różnica cen między nowymi, a używanymi modelami jest bardzo atrakcyjna dla świadomych kupujących. A z każdym rokiem ofert jest coraz więcej. W 2025 r. w Polsce zarejestrowano 6847 używanych pojazdów typu BEV z czego 1323 stanowiły modele marek premium.
- Jest coraz więcej używanych elektryków w atrakcyjnych cenach.
- Najważniejszy parametr w używanym aucie to stan akumulatora (tzw. SoH).
- Ważne są historia pojazdu i aktualność oprogramowania..
- Przed zakupem warto dołączyć do grup właścicieli danego modelu w mediach społecznościowych.
Najbezpieczniejszym rozwiązaniem są dealerzy oferujący używane auta czy sprawdzone portale ogłoszeniowe, gdzie można zweryfikować sprzedawcę. Przykładem może być np. popularny serwis Otomoto. Jest to jeden z największych portali ogłoszeniowych w naszym kraju. Zgodnie ze wskaźnikiem PEVO Index przygotowywanym przez firmę badawczą F5A wspólnie z Otomoto liczba używanych aut elektrycznych utrzymuje się w okolicach 1% wszystkich ogłoszeń. W wartościach bezwzględnych było to 3712 ogłoszeń. Przejdźmy jednak do sedna.
Stan akumulatora – najważniejszy element transakcji
Wybór samochodu elektrycznego trzeba rozpocząć od sprawdzenia najważniejszego elementu – zestawu akumulatorów. Jest on sercem auta BEV tak samo jak sercem pojazdu spalinowego jest silnik. Ceny nowych pakietów akumulatorów wahają się od 20 do nawet 50 tys. zł w zależności od modelu oraz tego ile gromadzą energii (ten ostatni parametr jest potocznie określany jako pojemność). Dlatego dokładna ocena stanu „baterii” jest absolutnie kluczowa przed zakupem.
Najważniejszym parametrem jest SoH (od State of Health) – pokazuje on aktualną pojemność akumulatora w stosunku do stanu fabrycznego. Nowy samochód ma SoH równe 100%, a każdy punkt poniżej oznacza utratę pojemności – podobnie jak to jest np. w telefonach komórkowych. SoH na poziomie 95% w trzyletnim samochodzie to bardzo dobry wynik. Wartość pomiędzy 90 a 95% to stan akceptowalny. Wszystko poniżej 90% powinno budzić czujność.
Badanie SoH odbywa się przez systemy diagnostyczne. Wykonują to specjalistyczne firmy, takie jak np. Dekra czy Bosch Service. Ponadto można taki test wykonać się w autoryzowanym punkcie serwisowym producenta (ASO). Należy jednak podkreślić, że coraz więcej sprzedawców – zwłaszcza tych z salonów – wykonuje takie badanie jeszcze na poziomie weryfikacji auta. Dzięki temu klient, który jest zainteresowany zakupem, od razu ma dostęp do informacji dotyczących stanu akumulatora.
W ramach sprawdzenia, warto też zabrać auto na podnośnik lub kanał, żeby sprawdzić stan osłony akumulatora. Na tej podstawie będzie można wstępnie ocenić, czy jest potencjalne zagrożenie uszkodzenia „baterii” i czy poprzedni użytkownik nie miał przygody np. z dużym kamieniem, krawężnikiem itp.
Gwarancja producenta na akumulator
Kolejna ważna kwestia to gwarancja. Większość producentów oferuje rozszerzoną ochronę na zestaw akumulatorów, zwykle na okres ośmiu lat lub przebieg 150-160 tys. km. Przed zakupem warto sprawdzić, ile czasu i oraz jaki przebieg pozostał w ramach tej gwarancji. Dla przykładu – Tesla gwarantuje, że akumulator zachowa co najmniej 70% pojemności w okresie gwarancji. Ta „pozostałość gwarancji” to realny atut zwiększający wartość pojazdu i zapewniający bezpieczeństwo inwestycji.
Warto także zapytać sprzedającego o historię ładowania. Częste korzystanie z szybkich ładowarek prądu stałego (DC) może przyspieszać „degradację” akumulatora. W wypadku akumulatorów litowo-jonowych typu NMC najlepszą praktyką jest ładowanie prądem przemiennym (AC) do 80% pojemności (np. korzystając z wallboxa). Auto, które było regularnie ładowane w ten sposób, będzie miało akumulator w lepszym stanie (SoH) niż pojazd eksploatowany głównie z wykorzystaniem szybkich ładowarek. Z kolei w wypadku akumulatorów litowo-jonowych typu LFP (często zwanych akumulatorami litowo-żelazowo-fosforanowymi) jest wskazane regularne ładowanie do 100% – przy częstej jeździe nawet raz w tygodniu.
Historia pojazdu i historia serwisowa
W przypadku samochodów elektrycznych weryfikacja historii jest równie istotna jak przy spalinowych, choć niektóre aspekty wymagają innego podejścia. Przebieg samochodu elektrycznego nie przekłada się bezpośrednio na zużycie mechaniczne tak, jak w aucie z silnikiem benzynowym czy turbodieslem, ale wciąż dostarcza cennych informacji o eksploatacji.
Regularne przeglądy w autoryzowanym serwisie to zawsze dobry znak. Choć samochody elektryczne mają dłuższe interwały serwisowe niż spalinowe, to warto zorientować się czy w przypadku auta elektrycznego wszystkie przeglądy zostały wykonane zgodnie z planem. Książka serwisowa z potwierdzonymi wizytami w ASO zwiększa wiarygodność oferty i pozwala wykluczyć ukryte problemy. W ramach weryfikacji pojazdu w ASO warto też poprosić o historię usterek oraz napraw.
Raport historii pojazdu
Zakup raportu z bazy danych AutoCheck, CarVertical lub AutoDNA kosztuje około 150 zł i może uchronić przed złą decyzją. Raport pokaże liczbę właścicieli, historię kolizji, ewentualne uszkodzenia od gradobicia czy zalania. W przypadku samochodów elektrycznych szczególną ostrożność trzeba zachować w wypadku pojazdów po poważnych wypadkach lub zalaniu, w których mogło dojść do uszkodzenia zestawu akumulatorów.
Na naszym rynku używanych aut jest wiele samochodów sprowadzonych z zagranicy. Te pochodzące z Niemiec, Holandii czy Norwegii mogą mieć atrakcyjne ceny, ale wymagają szczególnej weryfikacji. Należy sprawdzić, czy pojazd nie był eksploatowany jako taksówka lub w firmie carsharingowej, co wiąże się z intensywnym użytkowaniem i częstym ładowaniem na szybkich ładowarkach. Warto też upewnić się, że wszystkie języki i jednostki zostały zmienione na właściwe w systemie pokładowym (szczególnie dotyczy to samochodów pochodzących z Wielkiej Brytanii i USA) oraz że pojazd jest zgodny z polskimi normami homologacyjnymi.
Aktualizacje oprogramowania i funkcjonalność
Auto elektryczne to w dużej mierze komputer na kołach. Oprogramowanie steruje nie tylko rozrywką i nawigacją, ale także m.in. układem regulacji temperatury akumulatora oraz systemami bezpieczeństwa. Dlatego wersja oprogramowania i dostęp do aktualizacji mają kluczowe znaczenie przy zakupie używanego pojazdu.
Tesla jako pierwsza wprowadziła zdalne aktualizacje oprogramowania (zwane OTA, od over-the-air), które pozwalają na ulepszanie niektórych funkcji bez konieczności wizyty w serwisie. Dziś większość nowych elektryków, w tym modele Volkswagena, Forda czy Hyundaia, oferuje podobną funkcjonalność. Kupując używany samochód, warto sprawdzić, czy poprzedni właściciel regularnie instalował dostępne aktualizacje. Nieaktualne oprogramowanie może oznaczać mniej efektywne zarządzanie energią, brak nowych funkcji czy nawet gorsze działanie systemów bezpieczeństwa.
Niektóre starsze modele, jak Nissan Leaf drugiej generacji czy BMW i3, nie oferują aktualizacji OTA i do wgrania najnowszej wersji software’u wymagają wizyty w autoryzowanym serwisie. Warto zapytać sprzedającego, kiedy ostatnio było przeprowadzane takie uaktualnienie. Oprogramowanie sprzed dwóch czy trzech lat może nie uwzględniać poprawek dotyczących zarządzania akumulatorem, co przekłada się na np. niższy zasięg.
Płatne funkcje i subskrypcje
Producenci pojazdów wprowadzili płatne funkcje w samochodach, które można dokupić na życzenie. Dotyczy to głównie marek premium, ale nie tylko, bo np. w Tesli można dokupić funkcje Autopilot w wersji rozszerzonej oraz Full Self-Driving; kosztują one kilkanaście tysięcy złotych. W BMW możemy wybrać opcję adaptacyjnych świateł drogowych czy system rozpoznawania znaków (jeżeli dana konfiguracja pojazdu na to pozwala). Podobne usługi oferują też np. Mercedes i Audi.
Co istotne, przy sprzedaży pojazdu te funkcje niekoniecznie przechodzą na nowego właściciela, jeśli samochód został wcześniej odkupiony przez dealera. Przed zakupem warto wyjaśnić, które funkcje są aktywne i czy zostaną zachowane po zmianie właściciela. Dodatkowo, warto też wiedzieć jakie są możliwości wzbogacenia funkcji auta za dodatkową opłatą.
Zgodność z infrastrukturą ładowania
W Polsce powstała w ostatnich latach spora liczba publicznie dostępnych ładowarek. To, co było problemem pięć lat temu, dziś nie stanowi wyzwania, ale wciąż wymaga uwagi przy zakupie starszego pojazdu.
W Europie standardem stały się złącza CCS (ściśle mówiąc – CCS Combo 2) do szybkiego ładowania prądem stałym, oraz Type 2 do ładowania prądem przemiennym (np. w garażu). Są one połączone w jedno gniazdo i większość modeli wyprodukowanych po 2019 r. posiada właśnie takie złącze. Starsze modele, szczególnie japońskie, mogą mieć port ładowania typu CHAdeMO, warto jednak wiedzieć, że jest on stopniowo wycofywany z europejskiej infrastruktury. Nissan Leaf pierwszej i drugiej generacji to najlepszy przykład pojazdu z takim gniazdem ładowania.
Kupując samochód ze złączem CHAdeMO należy sprawdzić czy w naszej okolicy są stacje ładowania zdolne je obsłużyć. W dużych miastach wciąż jest ich sporo, ale na stacjach przy autostradach może już być z tym kłopot. Z kolei Tesla do niedawna używała własnego złącza i spora liczba aut wymaga przejściówki do ładowania na publicznych stacjach. Wydłuża to czas ładowania i generuje dodatkowy koszt, adapter kosztuje bowiem ok. 2000 zł. Nowsze modele Tesli sprzedawane w Europie mają już porty CCS.
Dostępność części i koszty napraw
Serwisowanie pojazdu to ważny element. Należy pamiętać, że zgodnie z prawem producenci pojazdów mają obowiązek zapewnienia dostępności części do 10 lat od zakończenia produkcji modelu. Jest to ważne zwłaszcza dla tych, które chcą wybrać starszy i tańszy model. Dlatego przed zakupem warto sprawdzić możliwość serwisowania auta w swojej okolicy oraz dostępność części.
Typowe problemy konkretnych modeli
Niemal każdy model ma jakieś słabości i warto je znać przed zakupem. Na przykład Nissan Leaf I generacji miał problemy z przegrzewaniem akumulatora (ze względu na brak układu chłodzenia), co przyspiesza jego zużycie. BMW i3 w odmianie REx (z silnikiem spalinowym pełniącym funkcję generatora) wymaga regularnych przeglądów, co wiąże się z dodatkowymi kosztami. Z kolei Tesle Modele S i X produkowane przed 2017 r. miały problem z zawieszeniem pneumatycznym, którego naprawy kosztują przynajmniej kilkanaście tysięcy złotych.
Przed zakupem warto dołączyć do grup entuzjastów danego modelu np. na portalach społecznościowych. Tam właściciele chętnie dzielą się doświadczeniami i ostrzegają przed typowymi usterkami. Można też uzyskać informacje o sprawdzonych mechanikach specjalizujących się w serwisowaniu aut danej marki oraz informacje o przeciętnych kosztach napraw. Ta wiedza z pierwszej ręki jest często znacznie cenniejsza niż oficjalne materiały producenta.
FAQ – najczęściej zadawane pytania na kupna używanego auta elektrycznego
1. Czy używane auto elektryczne to bezpieczny zakup?
Tak, pod warunkiem sprawdzenia SoH akumulatora, historii serwisowej i kupienia auta z aktualną gwarancji producenta na akumulatory.
2. Ile kosztuje wymiana akumulatorów?
W zależności od modelu od ok. 20 do 50 tys. zł – dlatego test stanu zużycia przed zakupem jest kluczowy.
3. Czy szybkie ładowanie niszczy akumulatory?
Częste ładowanie prądem stałym (DC) może przyspieszyć zużycie (szczególnie w akumulatorach NMC). Akumulatory typu LFP lepiej znoszą ładowanie do 100%.
4. Na co uważać przy imporcie auta z zagranicy?
Sprawdź, czy auto nie było taksówką lub czy nie pochodzi z firmy carsharingowej, czy nie było zalane oraz czy jest zgodne z polską homologacją.
5. Czy starsze modele mają aktualizacje online?
Nie wszystkie. Np. BMW i3 czy starsze generacje Nissana Leafa wymagają aktualizacji w serwisie, a brak update’ów może oznaczać gorsze zarządzanie energią.











