Z około stu premier nowych modeli wybieramy 10 wyjątkowych.
Roman Popkiewicz
Są tu samochody różnych gatunków i z kompletnie różnych światów. Zarówno takie auta, które powstaną w niewielkich liczbach i będziemy mieli szczęście, jeśli kiedykolwiek zobaczymy je na żywo, jak i te, którymi wielu z nas będzie jeździło na co dzień. Łączy je to, że spośród setki nowych modeli właśnie te wyróżniają się czymś szczególnym.
Ferrari 12Cilindri i F80
Premiera każdego modelu Ferrari to zawsze wielkie wydarzenie, a w 2024 roku świat ujrzał dwie. Najbardziej stuprocentowym, tradycyjnym, wręcz flagowym modelem Ferrari – w pewnym sensie nawet bardziej niż hipersamochody w stylu Enzo czy LaFerrari – jest klasyczne coupe z umieszczonym z przodu silnikiem V12 i tylnym napędem. Nadwozie 12Cilindri wprowadza do gamy Ferrari nowy, futurystyczny styl, a sercem auta jest 6,5-litrowy silnik V12, który rozwija moc 830 KM pomimo iż nie pracuje przy nim nawet ćwierć turbosprężarki czy pół silnika elektrycznego. Oto kwintesencja włoskiej marki.
Jaki byłby efekt połączenia doświadczeń z wyścigów długodystansowych oraz Formuły 1 i wykorzystaniu ich w samochodzie drogowym? Odpowiedź poznaliśmy w październiku, kiedy Ferrari odsłoniło model F80. Jest to najmocniejsze drogowe Ferrari w historii (1200 KM) z hybrydowym napędem, w którym benzynową, turbodoładowaną jednostkę 3.0 V6, rozwijającą moc 900 KM, wspomagają trzy silniki elektryczne. Firma mówi, że przyspieszenie do setki wynosi 2,15 s, co będzie mogło sprawdzić 799 klientów, bo tyle powstanie egzemplarzy F80. Cena auta to ponad 3,5 miliona euro, a produkcja rozpocznie się w pierwszej połowie 2025 roku. Czy kogokolwiek zdziwi to, że wszystkie F80 zostały sprzedane jeszcze przed premierą?
Renault 5
Wygląda znakomicie zarówno dla tych, którzy pamiętają oryginalne Renault 5, jak i dla tych, którzy nigdy go nie widzieli. Jest elektrycznym odpowiednikiem Clio i z jednej strony następcą Zoe, z drugiej zaś autem kompletnie innego gatunku, takim, które ma pociągnąć za sobą całą markę, trochę na wzór Mini – i pod względem stylu, komfortu, wyposażenia, jazdy itd. „piątka” jak najbardziej jest jego pełnoprawnym rywalem. Ma świetnie zaprojektowaną i wykonaną kabinę, dobre multimedia oparte na systemie Google’a, jest wygodny i potrafi dać kierowcy przyjemność z jazdy. Do tego Renault 5 dobre osiągi podpiera zasięgiem, który w codziennej, głównie miejskiej jeździe, pozwala ładować akumulator raz na kilka dni. To jeden z tych bardzo rzadkich samochodów, w wypadku których nie widać, by jego twórcy poszli na jakiekolwiek kompromisy. I pozostanie konkurencyjny przez bardzo długi czas.
Porsche 911 Carrera GTS
To niby tylko skromny face lifting 911 Carrery, ale pod jednym, czysto technicznym względem, również jedna z najważniejszych premier ubiegłego roku. Powód jest prosty – w wersji GTS ikona Porsche ma teraz napęd hybrydowy. Jednak poza tym, że 911 GTS ma silniki spalinowy i elektryczny, zespół napędowy nie ma nic wspólnego z hybrydami jakie znamy z aut innych marek. Nie jest to ani tzw. zwykła hybryda, ani hybryda plug-in, i w żadnym wypadku nie służy do jazdy w trybie elektrycznym. To raczej ten rodzaj napędu, jaki jest wykorzystywany w wyścigach, umożliwiający odzyskiwanie energii w krótkich, „intensywnych” odcinkach czasu i służący jako swego rodzaju elektryczny dopalacz podczas przyspieszania. Żeby system działał jak należy, niemal każdy element napędu Carrery GTS jest kompletnie nowy – od sześciocylindrowego boksera o pojemności 3,6 l, przez napędzaną elektrycznie turbosprężarkę, która dba o odpowiednią wartość ciśnienia doładowania niezależnie od obrotów oraz obciążenia silnika, aż po jednostkę elektryczną i specjalny akumulator. Od elektrycznej „turbiny” pochodzi nazwa zespołu napędowego T-Hybrid (Turbo Hybrid), a do setki 541-konna Carrera GTS przyspiesza w 3 s, czyli aż o 0,4 s szybciej niż robił to poprzednik.
Dacia Duster
Duster konsekwentnie trzyma się jasnej formuły – jest autem niedrogim, praktycznym, uniwersalnym, i ogólnie takim, na którym można polegać. Najnowszy model wjeżdża na centralne miejsce w ofercie Dacii, wprowadzając zaawansowaną stylizację, o jakiej nie mógł marzyć żaden z poprzedników, do tego nieco lepszą jakość, wyższy komfort oraz nowoczesne elementy wyposażenia. Flagowymi odmianami crossovera Dacii są hybryda oraz wersja z napędem na cztery koła, jednak najważniejsza w ofercie pozostaje ta z silnikiem 1.0 i fabryczną instalacją LPG. Jedną z wielkich zalet najnowszego Dustera jest również to, że o ile w modelach starszych generacji przez cały czas czułeś, że za niewygórowaną cenę godzisz się na wyraźnie gorszą jakość i komfort, o tyle teraz to wrażenie jest zepchnięte na drugi plan.
BMW M5
To była jedna z najgłośniejszych premier roku i to nie z tego powodu, żeby najnowsze M5 było samochodem jakoś szczególnie wybitnym, ale dlatego, że z powodu gigantycznej masy własnej, wynoszącej 2,5 tony, zwaliła się na BMW ogromna fala internetowego hejtu. Ta masa jest oczywiście konsekwencją faktu, iż M5 to teraz hybryda, co z kolei wynika z przepisów dotyczących kar za emisję dwutlenku węgla. Żeby zachować po maską jednostkę V8, BMW musiało ją zelektryfikować w jedyny możliwy, a jednocześnie z punktu widzenia samochodów sportowych najbardziej niekorzystny sposób, czyli obudować go podzespołami hybrydy plug-in. Natomiast na drodze M5 jest całkiem niezłe i nawet jeśli nie jest w stanie ukryć swojej ogromnej nadwagi to okazuje się ostre, agresywne i piekielnie szybkie. Co w połączeniu z ostentacyjnym wyglądem wróży mu duży sukces.
Fiat Grande Panda
Jest to mocno inna Panda niż ta, jaką świat dobrze zna od ponad dwudziestu lat. Nazwa Grande odnosi się do wymiarów nadwozia, które jest wyraźnie większe w każdym kierunku, a na długość urosło aż o 35 cm. Nowy model zapowiada też całą rodzinę aut spod znaku Pandy, w tym crossovera oraz liftbacka. Projekt nadwozia to jeden wielki popis stylistów Fiata. Można odnieść wrażenie, że samochód został narysowany niemal wyłącznie prostopadłymi liniami. Przednie i tylne światła wykorzystują motyw ułożonych w szachownicę pikseli, przewija się on również na panelu znajdującym się między reflektorami. W efekcie Grande Panda wygląda trochę jakby była zbudowana z klocków lego – i to dodaje jej wyjątkowego uroku. Z punktu widzenia konstrukcji, Fiat jest blisko spokrewniony z Citroenem C3 i będzie występował w takich samych wersjach napędu – elektrycznej oraz spalinowej ze 100-konnym silnikiem 1.2 turbo.
Lamborghini Temerario
W sierpniu Lamborghini nareszcie pokazało długo wyczekiwanego następcę Huracana – model Temerario. Do historii odszedł jedyny w swoim rodzaju, wolnossący silnik 5.2 V10, który od 2003 roku napędzał najpierw Gallardo, a później Huracana. Temerario jest pierwszym od 40 lat modelem Lamborghini z silnikiem V8 oraz pierwszym w historii z jednostką turbodoładowaną. Dwumiejscowe auto sportowe ma charakterystyczną dla modeli włoskiej marki sylwetkę, z ostro ściętym przodem oraz sześciokątnymi elementami w postaci przednich i tylnych świateł oraz centralnie umieszczonego wylotu wydechu. Jednostka 4.0 V8 jest umieszczona centralnie i jest sercem hybrydowego napędu typu plug-in, wykorzystującego trzy silniki elektryczne, z których jeden znajduje się między silnikiem spalinowym, a skrzynią biegów, a dwa pracują przy kołach przedniej osi. Moc zespołu wynosi 920 KM i ma wystarczyć do rozpędzenia Temerario do 343 km/h, po drodze zaliczając setkę w 2,7 s.
Suzuki Swift
Jak zauważył kolega ze Szwajcarii, przyzwyczajony do jeżdżenia głównie autami topowych marek w topowych wersjach: „Prosto z Polestara 3, Audi Q6 e-trona i Volvo EX90 przesiadłem się do Suzuki Swifta z manualem i nagle poczułem się naturalnie. Poczułem, że jadę samochodem”. Debiut skromnego Swifta był jedną z najbardziej niepozornych premier roku, a szkoda, bo jest to model, który pokazuje jak dobre mogą być tradycyjne, małe auta. Suzuki jest proste, lekkie, oszczędne, zaskakująco dynamiczne, ma przyzwoite multimedia i zestaw systemów wspomagających w standardzie. Jak przystało na Suzuki, Swift wygląda trochę, z braku lepszego określenia, nietypowo, ale jakimś sposobem udaje mu się zrobić z tego zaletę. Do wyboru jest benzynowy, 83-konny, wolnossący silnik 1.2 lub żaden, można natomiast zdecydować pomiędzy przekładnią mechaniczną lub bezstopniową typu CVT, pełniącą funkcję automatu.
Rivian R3
Młoda amerykańska marka zaskoczyła świat odsłaniając w marcu model R3. Kompaktowy, kanciasty hatchback wygląda jak skrzyżowanie VW Golfa pierwszej generacji z Lancią Deltą i Fiatem Ritmo, tyle że w futurystycznym wydaniu. Rivian zapowiada, że R3 będzie oferowany w Europie, chociaż nie podaje kiedy (można się spodziewać, że nie wcześniej niż w drugiej połowie 2026 r., a całkiem prawdopodobne, że dopiero w 2027 r.). Wymiary nadwozia i 2,8-metrowy rozstaw osi plasują R3 wśród takich aut jak VW ID.3 czy Kia EV3, w kabinie dominuje ogromny, centralnie umieszczony ekran, a oparcia wszystkich siedzeń kładą się na płasko. Auto będzie oferowane w wersji z jednym, dwoma lub trzema silnikami (w układzie jeden z przodu i dwa z tyłu) oraz standardowym lub powiększonym zestawem akumulatorów. Pojawi się też lekko uterenowiona wersja zwana R3X, ze zwiększonym prześwitem i wzmocnionymi zderzakami. W najmocniejszej odmianie R3 ma do setki przyspieszać w ok. 3 s.
FOT. BMW, BYD, DACIA, FERRARI, FIAT, JAGUAR, LAMBORGHINI, MASERATI, MERCEDES, PORSCHE, RENAULT, RIVIAN, SUZUKI, TESLA
















