Podpowiadamy, jak zapewnić sobie wygodę korzystania z aplikacji w telefonie za pośrednictwem Android Auto i Apple CarPlay w starszym samochodzie, który nie jest wyposażony w te interfejsy.
Michał Hutyra
Korzystanie z aplikacji zainstalowanych w telefonie za pośrednictwem ekranu multimedialnego w samochodzie, to dziś rzecz niemal równie ważna dla kierowców, jak oszczędny silnik, wygodny fotel czy dobre reflektory.
Od mniej więcej 10 lat producenci aut sukcesywnie zaczęli „oddawać” kierowcom we władanie ekrany systemów multimedialnych. W większości modeli wyprodukowanych po 2015 roku taka możliwość pojawiła się jako jedna z opcji podczas konfigurowania pojazdu (raczej nigdy za darmo). Funkcję tę można było też odblokować już po zakupie auta, średnio za ok. 1000 zł. Dziś bez trudu można znaleźć ogłoszenia wykonawców tego typu usług za mniej niż połowę tej kwoty.
Android Auto i Apple CarPlay – bez kabla też się da
Kiedy już zapłaciło się „haracz” za to, żeby na ekran w samochodzie móc zrzucić obraz z wyświetlacza telefonu, trzeba było poprzez port USB połączyć się kablem z systemem multimedialnym. Kierowcom, którzy korzystali z samochodu na krótkich dystansach (np. w mieście) mógł przeszkadzać fakt, że telefon trzeba było każdorazowo łączyć kablem. Wiązało się to również z doładowywaniem baterii, a częste i krótkie ładowanie skraca jej żywotność.
Z pomocą przyszli specjaliści z Chin. Na rynku pojawiło się sporo urządzeń, które z systemem multimedialnym w samochodzie pozwalają łączyć się bezprzewodowo. Urządzenie, o którym mowa to tzw. emulator o wartości od 100 zł wzwyż, który wpina się w port USB. Telefon paruje się z nim poprzez bluetooth, ale tylko po to, aby automatycznie włączył on w telefonie Wi-Fi (łączność z emulatorem następuje właśnie przez Wi-Fi). Po co więc pierwsze połączenie przez bluetooth? Aby z autem nie połączył się obcy telefon, np. kierowcy stojącego w aucie obok w korku lub z telefonem przechodnia, kiedy stoimy na światłach.
Czy to działa? Od ponad 2 lat testujemy urządzenie Carlinkit (kosztuje ok. 180 zł, współpracuje z większością modeli samochodów na rynku) i z czystym sumieniem możemy je zarekomendować. Łączność jest stabilna, chociaż od czasu do czasu urządzenie miewa humory i nie chce bezproblemowo łączyć się z telefonem. Wówczas pomaga aktualizacja oprogramowania, ewentualnie reset emulatora, który polega na wypięciu go z gniazda USB i na ponownym połączeniu. Pocieszamy się, że nawet fabryczne – bezprzewodowe systemy w najnowszych samochodach – też potrafią się czasem zawieszać.
Android Auto i Apple CarPlay – w autach bez systemu multimedialnego
Jeśli samochód jest wyposażony w podstawowy model radia, monochromatyczny wyświetlacz, a nawet nie ma gniazda USB, nie oznacza to, że nie da się korzystać z aplikacji oraz z map Google.
Za ok. 800 zł można kupić urządzenie (np. CARabc 808) z zewnętrznym – cienkim ekranem o przekątnej 8,8 cala, wbudowanym transmiterem FM (zapewnia łączność z fabrycznymi głośnikami w samochodzie) i również bez ograniczeń korzystać z aplikacji, radia internetowego czy z nawigacji. Rozwiązanie to ma jednak pewne mankamenty. Ekran przyczepia się do przedniej szyby (tak jak kiedyś bywało z akcesoryjnymi nawigacjami), trzeba go zasilać z gniazda zapalniczki (przewód biegnie na zewnątrz). Przed wyjściem z samochodu ekran warto schować lub zabrać ze sobą, aby nie kusić potencjalnego złodzieja. Jeśli jednak na desce rozdzielczej jest dyskretne miejsce, ekran można zamontować na stałe, a kabel zasilający schować głębiej i nie będzie zaburzał estetyki w kabinie auta. Wybór tego typu urządzeń na rynku jest spory i podobnie jak ma to miejsce z opisywanymi wcześniej emulatorami, sukcesywnie tanieją.
FOT. AUTOR, CARLINKIT, VOLKSWAGEN








