Obawiać mogą się przede wszystkim ci, którzy usunęli z aut filtry cząstek stałych.
Aleksander Mróz
Unia Europejska szykuje kompleksową reformę systemu badań technicznych, która ma ukrócić proceder fikcyjnych przeglądów i wymusić rzeczywistą kontrolę stanu pojazdów. Nowoczesne liczniki cząstek stałych, dostęp do danych z pokładowych systemów diagnostycznych oraz europejska baza przebiegów aut – to tylko niektóre z narzędzi, które mają odmienić oblicze przeglądów na stacjach kontroli pojazdów.
W 2025 r. w Polsce przeprowadzono niemal 22 miliony badań technicznych, z czego negatywny wynik uzyskało zaledwie 2,1 proc. pojazdów. Dla porównania, w Niemczech odsetek ten sięga nawet 15 proc. Ta dysproporcja budzi wątpliwości ekspertów.
W ARTYKULE
- UE szykuje reformę systemu okresowych badań technicznych pojazdów.
- Dymomierze na stacjach kontroli pojazdów zostaną wymienione na nowoczesne liczniki cząstek stałych.
- Ma powstać europejska baza danych badań okresowych.
- Chodzi o wyeliminowanie z dróg niesprawnych samochodów.
Czy polskie samochody rzeczywiście są lepiej utrzymane niż niemieckie? Odpowiedź jest oczywista – nie są. Różnica w wynikach badań technicznych nie wynika ze stanu pojazdów, lecz ze sposobu przeprowadzania kontroli. Określenie „podbijanie dowodów” od lat funkcjonuje w potocznym języku jako synonim pobłażliwego podejścia do przeglądów technicznych.
Planowane zmiany mają ukrócić ten proceder. Rafał Jaśkowski, dyrektor biura komunikacji Ministerstwa Infrastruktury, potwierdził, że resort uzależnia krajowe rozwiązania od kierunku prac prowadzonych na szczeblu unijnym, szczególnie jeśli chodzi o pojazdy z niesprawnymi lub usuniętymi filtrami cząstek stałych.
Koniec ery dymomierzy
U podstaw reformy leży wymiana przestarzałych dymomierzy na nowoczesne liczniki cząstek stałych. Obecnie stosowane urządzenia mierzą jedynie przepuszczalność światła przez spaliny, co w przypadku nowszych silników Diesla (spełniających normy Euro 5 i wyższe) jest metodą nieskuteczną.
Nowe liczniki działają na zupełnie innej zasadzie. Mierzą one rzeczywistą liczbę cząstek stałych wydostających się z wydechu. Oznacza to, że samochód z wyciętym lub uszkodzonym filtrem DPF (lub GPF) powinien zostać natychmiast wykryty.
Dla właścicieli stacji kontroli pojazdów oznacza to konieczność poniesienia znacznych nakładów. Koszt jednego licznika cząstek stałych waha się w przedziale od 30 do 47 tys. zł netto. W skali całego kraju doposażenie infrastruktury diagnostycznej będzie więc kosztowało setki milionów złotych.
OBFCM, czyli czarna skrzynka w każdym aucie
Pokładowe systemy OBFCM (On Board Fuel Consumption Monitoring) zostały wprowadzone po aferze Dieselgate z 2015 r. Służą one do monitorowania rzeczywistych parametrów eksploatacyjnych pojazdów.
Od 2021 r. każdy nowy samochód sprzedawany w UE musi być wyposażony w system OBFCM, który przez cały okres eksploatacji pojazdu zbiera dane o rzeczywistym zużyciu paliwa i energii, przebiegu, średniej prędkości, a w przypadku hybryd plug-in również o częstotliwości ładowania.
Dotychczas informacje te trafiały od producentów bezpośrednio do Komisji Europejskiej w celach statystycznych. Teraz twórcy przepisów chcą je wykorzystać również podczas okresowych przeglądów. Podłączając komputer diagnostyczny do pojazdu, diagnosta uzyska dostęp do pełnego raportu. Jeśli zapisane parametry będą odbiegać od normy lub wskazywać na ingerencję w oprogramowanie silnika, samochód automatycznie trafi na rygorystyczną kontrolę emisji spalin.
Wycięte filtry DPF to nie problem, to plaga
Filtry cząstek stałych w autach z silnikami Diesla są obowiązkowym elementem układu wydechowego wraz z wprowadzeniem normy Euro 4. Ich usuwanie to w Polsce problem znacznie większy, niż pokazują oficjalne statystyki.
Dla wielu właścicieli starszych samochodów filtr DPF stał się uciążliwy, szczególnie przy eksploatacji miejskiej, gdy filtr nie ma okazji do wypalenia nagromadzonej sadzy. Regeneracja czy wymiana filtra to koszt od kilkuset do nawet kilku tysięcy złotych, co skłania część kierowców, by go nielegalnie usunąć.
Ma to jednak poważne konsekwencje – samochód bez filtra DPF emituje bowiem wielokrotnie więcej szkodliwych cząstek stałych niż przewidują normy. W miastach, gdzie problem smogu jest szczególnie dotkliwy, stanowi to zagrożenie dla zdrowia mieszkańców.
Nowy harmonogram badań dla starszych aut
Projekt zmian przepisów zakłada również inną częstotliwość badań technicznych. Pierwsze badanie byłoby wymagane po 4 latach od pierwszej rejestracji, kolejne przeglądy trzeba będzie przeprowadzać co 2 lata aż do ukończenia przez auto 10 lat. Od tego momentu obowiązkowa byłaby coroczna kontrola.
Uzasadnienie tej zmiany jest czysto statystyczne. W starszych pojazdach znacznie częściej występują usterki wpływające na bezpieczeństwo, emitują one także więcej zanieczyszczeń. Częstsze kontrole mają pozwolić na szybsze wychwytywanie niesprawnych aut.
Europejska baza danych – koniec cofania liczników
Planowane jest również stworzenie wspólnej, europejskiej bazy danych badań technicznych. Stacje diagnostyczne w całej Unii zostaną połączone jednym systemem informatycznym, co umożliwi weryfikację historii pojazdu niezależnie od kraju jego rejestracji.
Według szacunków Komisji Europejskiej od 30 do 50 proc. samochodów wykorzystywanych w handlu transgranicznym może mieć zmieniony przebieg. Jest to szczególnie ważne dla Polski, będącej jednym z największych importerów aut używanych w Europie.
Co to oznacza dla kierowców?
Jeśli reforma zostanie przyjęta w proponowanym kształcie, jej wynikiem będzie inne podejście do badań technicznych. Dla właścicieli aut z usuniętymi lub niesprawnymi filtrami DPF oznacza to konieczność przywrócenia pojazdu do stanu zgodnego z homologacją. Koszt takiej naprawy to często kilka tysięcy złotych.
Zmiany mogą też przynieść korzyści kupującym samochody używane – dostęp do europejskiej bazy przebiegów i historii badań technicznych znacznie zmniejszy ryzyko zakupu auta z ukrytymi wadami czy sfałszowanym przebiegiem.
Kiedy zmiany wejdą w życie?
Nad reformą pracuje obecnie komisja transportu (TRAN) w Parlamencie Europejskim. Po zakończeniu prac w komisji i zgłoszeniu poprawek rozpoczną się negocjacje z Radą UE, w której zasiadają przedstawiciele rządów państw członkowskich.
Jeśli proces legislacyjny przebiegnie zgodnie z planem, nowe przepisy mogą zostać przyjęte jeszcze w tym roku. Państwa członkowskie będą miały następnie 18-24 miesięcy na wdrożenie regulacji do prawa krajowego. Zaczną więc one obowiązywać za około 2-3 lata.
FOT. DRIVE MODE






