96-letni Zasada dojechał do mety w historycznym rajdzie w Argentynie.
Albert Warner
Sobiesław Zasada przejechał całą trasę XXIII Gran Premio Argentino Histórico: 3351 km w sześciu etapach, z Buenos Aires do Cordoby. Zasada ma dziś 96 lat. Żeby zrozumieć, dlaczego Argentyna witała go jak bohatera narodowego, trzeba cofnąć się do 1967 roku. Polski kierowca odniósł wtedy niespodziewane zwycięstwo w Gran Premio Argentino – najbardziej wymagającym ówczesnym rajdzie świata. Udowodnił, że „911” potrafi więcej, niż wyobrażano sobie nawet w Zuffenhausen.
Teraz, w historycznym rajdzie Zasada prowadził Porsche 911 Dakar z podniesionym zawieszeniem i napędem na cztery koła oraz numerem startowym 405 – tym samym, z jakim triumfował 59 lat temu.
W ARTYKULE
- 96-letni Sobiesław Zasada przejechał trasę rajdu Gran Premio Argentino Histórico.
- Polski kierowca prowadził Porsche 911 Dakar.
- W 1967 r. na Porsche 911 S Zasada wygrał Gran Premio Argentino, jeden z najtrudniejszych ówczesnych rajdów na świecie.
Tydzień za kierownicą
Gran Premio Argentino Histórico uroczyście rozpoczęło się w piątek 18 września wieczorem w Buenos Aires. Pierwszy etap ruszył następnego dnia z Lujan i liczył 695 km, z metą w Alta Gracia. Dalej trasa prowadziła przez Catamarcę i San Juan aż do Cordoby. W obecnej formule impreza odbywa się od 2003 roku i tak jak wiele innych rajdów historycznych polega na jeździe na regularność. Jest wpisana do kalendarza FIA oraz do mistrzostw CODASUR (południowoamerykańska konfederacja sportu samochodowego). Ponad sto załóg, głównie w samochodach historycznych, jedzie po drogach otwartych dla ruchu i zgodnie z przepisami. Wygrywa nie najszybszy, lecz ten, kto najdokładniej trzyma zadane średnie prędkości i czasy przejazdu.
Zasada startował jako gość specjalny organizatorów. Nie był klasyfikowany i jechał przed właściwą stawką. Jego Porsche 911 Dakar z 3-litrowym, turbodoładowanym bokserem i tak nie kwalifikowałoby się do rywalizacji klasyków. Na prawym fotelu siedział Krzysztof Bąk, wieloletni partner biznesowy kierowcy. Serwis zapewniało Porsche Argentina, a wyprawę objęły patronatem Ministerstwo Sportu i Turystyki oraz Ambasada RP w Buenos Aires.
Nie było to jednak symboliczne przecięcie wstęgi. 96-latek sam przejechał całą trasę, średnio ponad 550 kilometrów dziennie. Podczas wtorkowej przerwy zamiast odpoczywać pojechał na szutrowe odcinki w Sierra de Ambato, czyli na drogi takie jak te, po których ścigał się przed laty. W Catamarce zorganizowano konferencję prasową poświęconą Polakowi, a argentyńskie media przedstawiały jego start jako jedną z głównych atrakcji imprezy. Na metach etapów czekali kibice pamiętający rajd z 1967 roku. W Cordobie witały go władze miasta i tamtejsza Polonia. Sam kierowca przyznał, że nie czuje zmęczenia, a auto spisało się bez zarzutu.
Występ w Argentynie to dla Sobiesława Zasady kolejny powrót za kierownicę. W 2021 roku, w wieku 91 lat wystartował w Rajdzie Safari w ramach mistrzostw świata. Był najstarszym zawodnikiem w historii WRC i zabrakło mu zaledwie trzech kilometrów do mety. Jego Fiesta Rally3 zakopała się w głębokiej piaszczystej koleinie, a następnie uderzyły w nią dwa nadjeżdżające samochody, uszkadzając zawieszenie.
Rajd, w którym Ferry Porsche nie chciał brać udziału
Jeszcze w 1967 roku Ferry Porsche był przekonany, że jego „911” nie ma czego szukać na argentyńskich szutrach. Auto skonstruowano z myślą o asfalcie, a Gran Premio Argentino „łamało” nawet Mercedesy przygotowywane do rajdu miesiącami. Była to wówczas największa i najtrudniejsza impreza rajdowa na świecie: pięć etapów i ponad 3300 km przez góry, szutry i bezdroża. Od startu do mety był to w praktyce jeden długi wyścig drogowy.
Zasada był wtedy świeżo po zdobyciu drugiego tytułu mistrza Europy prowadząc Porsche 912 (pierwszy zdobył rok wcześniej w malutkim Steyr-Puchu 650). Ferry Porsche odmawiał jednak startu w Argentynie obawiając się, że „911” nie nadaje się na tak trudne trasy. Ustępując namowom Zasady udostępnił dwa egzemplarze „911”, jeden do treningu i jeden do rajdu, postawił jednak warunki. Raz – auta nie będą miały fabrycznego serwisu. I dwa – samochód, który wystartuje w rajdzie, nie może mieć niemieckich tablic. Formalnie Zasada był więc prywatnym zawodnikiem bez związku z fabrycznym zespołem Porsche.
Po dotarciu do Argentyny auta utknęły w argentyńskim urzędzie celnym, co groziło tym, że będą tam przetrzymywane miesiącami. W uwolnieniu ich w trzy dni pomogła interwencja samego legendarnego Juana Manuela Fangio, pięciokrotnego mistrza świata Formuły 1. Natomiast na trasie okazało się, że Ferry Porsche miał sporo racji – polska załoga zmagała się z wciskającym się wszędzie kurzem, z zawieszeniem, nieregularną pracą skrzyni biegów i nieodpowiednimi oponami. Pilot Jerzy Dobrzański, znakomity mechanik, wymyślił by codzienne czyścić ślizgające się sprzęgło używając gaśnicy. Ostatni etap rozstrzygnął się w górach, w gęstej mgle. Polacy przejechali 400 km, polegając wyłącznie na własnym opisie trasy. Organizatorzy przegapili ich przejazd i rozeszła się wiadomość, że gdzieś utknęli. Tymczasem byli na mecie pierwsi.
Jednym z kluczowym elementów okazał się opis trasy. Zasada sam opracował własny system opisu (którego podstawy przetrwały dekady), dzięki któremu obcy kierowca z Europy mógł jechać szybciej niż miejscowi, którzy znacznie lepiej znali trasę. Polak pokonał ponad 300 rywali, a lokalna prasa nazwała go „El Polaco Volador”, czyli „Latający Polak”. Dla argentyńskiej Polonii, odciętej od kraju, zwycięstwo kierowcy z Polski było wydarzeniem wykraczającym daleko poza sport.
Po powrocie na lotnisku w Monachium na Zasadę i Dobrzańskiego czekali Ferry Porsche i Ferdinand Piech. Polak został kierowcą fabrycznym Porsche, co w wypadku zawodnika zza Żelaznej Kurtyny było wtedy zdarzeniem bezprecedensowym.
Co z tego wynikło
Zwycięstwo w Gran Premio Argentino zmieniło podejście Porsche do długich, morderczych rajdów. Rok później firma wystawiła trzy wzmocnione 911 S do maratonu Londyn–Sydney, w którym Zasada zajął czwarte miejsce. Potem przyszły starty w Safari – szóste miejsce w 1969 roku i drugie trzy lata później. W 1969 r. formalnie Zasada na metę w Nairobi dojechał pierwszy, stracił jednak zwycięstwo z powodu 50-minutowej kary za zbyt szybki przejazd przez stolicę Ugandy Kampalę.
Można powiedzieć, że dzięki Zasadzie i jego wyczynom na szutrach Porsche przekonało się do startów w najtrudniejszych rajdach świata, aż w 1984 roku René Metge i Dominique Lemoyne wygrali w Porsche 953 Rajd Paryż–Dakar.
Dlaczego Sobiesław Zasada wrócił
Najbardziej utytułowany polski kierowca rajdowy, urodzony w 1930 roku, był lekkoatletą w kadrze narodowej, a potem trzykrotnym rajdowym mistrzem Europy (1966, 1967, 1971) oraz trzykrotnym wicemistrzem (1968, 1969, 1972). Jeździł jako kierowca fabryczny Steyr-Pucha, Porsche, BMW i Mercedesa, a później zbudował jedną z największych prywatnych firm w Polsce.
W karierze Zasada triumfował w wielu imprezach, ale to właśnie start w Gran Premio Argentino uważa ze jeden z najważniejszych w życiu. Zwycięstwo w 1967 r. otworzyło mu drogę do fabrycznego zespołu Porsche. Powrót mistrza na argentyńskie trasy w Porsche z numerem 405 znakomicie pasuje do całej historii. Zasada nie ukrywa jednak, że wcale nie traktuje go jako zamknięcia i nie wyklucza kolejnego startu w Argentynie – być może w wieku stu lat.
FOT. GRUPA ZASADA (granpremiozasada.com)







