Polski zespół Inter Europol królem klasy LMP2 w Le Mans.
Roman Popkiewicz
Zespół Inter Europol Competition ponownie zapisał się w historii 24-godzinnego wyścigu Le Mans. W 94. edycji najsłynniejszego długodystansowego wyścigu świata „Turbo Piekarze” powtórzyli triumf w klasie LMP2, tym razem odnosząc podwójne zwycięstwo – załogi Śmiechowski, Dillmann i Yelloly (auto nr 43) oraz Barg, De Gerus i Muller (auto nr 343) zajęły dwa najwyższe miejsca na podium. To jeden z największych sukcesów w historii polskiego sportu motorowego. Warto przypomnieć, że w ostatnich czterech latach Inter Europol trzykrotnie wygrywał swoją kategorię w Le Mans 24h (2023, 2025 i 2026), raz zajmując 2. miejsce (2024).
Tegoroczny wyścig nie ułożył się natomiast po myśli Roberta Kubicy. Samochody Ferrari, które zwyciężały w trzech ostatnich edycjach Le Mans 24h, tym razem nie były w stanie rywalizować w ścisłej czołówce z zespołami Toyoty, BMW i Cadillaca. Kubica i jego partnerzy Philip Hanson i Yifei Ye ukończyli wyścig na 7. miejscu.
- Zespół Inter Europol Competition zwyciężył w Le Mans 24h w klasie LMP2.
- To trzeci triumf polskiej ekipy w ostatnich czterech latach.
- W klasyfikacji generalnej zwyciężyła załoga Toyoty nr 7.
Trzecie zwycięstwo „Turbo Piekarzy”
Po 24 godzinach zaciętej rywalizacji triumf w klasie LMP2 odniósł samochód nr 43 prowadzony przez Kubę Śmiechowskiego, Toma Dillmanna i Nicka Yelloly’ego. To drugie z rzędu zwycięstwo tej załogi w Le Mans, co w niezwykle konkurencyjnej kategorii jest wyjątkowym osiągnięciem. Tuż za nimi finiszowała siostrzana ekipa zespołu Inter Europol Competition w aucie z numerem 343, kompletując historyczny dublet polskiego zespołu.
Klasa LMP2 stanowi drugi szczebel wśród długodystansowych prototypów, poniżej topowej klasy Hypercar. Rywalizują w niej zespoły prywatne, a załogi składają się z zawodowych kierowców oraz tzw. kierowców amatorów. Jest to niesamowicie wyrównana kategoria, wszystkie ekipy korzystają bowiem z aut firmy Oreca, napędzanych wolnossącymi silnikami 4.2 V8 Gibsona, rozwijającymi moc ok. 610 KM. Sprawia to, że o wynikach w największej mierze decydują kierowcy, bezbłędna jazda, trafna strategia oraz praca całego zespołu.
Rywalizacja w klasie LMP2 należała do najbardziej wyrównanych w całym wyścigu. Przez wiele godzin na prowadzeniu była załoga zespołu Duqueine (Oreca-Gibson nr 30 prowadzona przez Doriane Pin, Richarda Verschoora i Juliena Andlauera). Wszystko wskazywało na to, że walka o zwycięstwo przebiegnie pomiędzy autami Inter Europolu, a ekipą Duqueine. Losy wyścigu rozstrzygnęły się jednak po awarii hamulców w samochodzie nr 30, która wyeliminowała liderów.
Otworzyło to drogę do dominacji załóg Inter Europolu, choć w końcowej fazie presję wywierało na nie auto nr 29 francuskiej ekipy Forestier Racing by Panis. Prototypy polskiej ekipy utrzymały prowadzenie, dowożąc do mety historyczny dublet.
Sukces Inter Europolu w Le Mans 24h nie jest dziełem przypadku. Zespół od lat rywalizuje w najważniejszych seriach wyścigów długodystansowych, przede wszystkim w amerykańskiej serii IMSA, mistrzostwach European Le Mans Series (ELMS), a także w samym Le Mans 24h.
Toyota zdejmuje z siebie klątwę Le Mans
Równie emocjonująca była walka o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej w najwyższej klasie Hypercar. Po jednym z najbardziej wyrównanych wyścigów ostatnich lat triumf odniosła Toyota – załoga samochodu nr 7 w składzie Kamui Kobayashi, Mike Conway i Nyck de Vries pokonała rywali z BMW nr 20, siostrzanego auta Toyoty nr 8 oraz Cadillaca nr 12. Po 24 godzinach ścigania czołową czwórkę na mecie dzieliły zaledwie 32 sekundy.
Zespół Toyoty nareszcie zdjął z siebie swoistą „sportową klątwę”, jaka ciążyła nad nim w słynnym wyścigu. Japońskiej ekipie kilkukrotnie zwycięstwo odbierał zwykły pech – najbardziej pamiętna jest chyba usterka przewodu doprowadzającego powietrze z intercoolera do turbosprężarki, która wydarzyła się w prowadzącej Toyocie nr 5 w 2017 r. zaledwie 6 minut przed metą (!).
Toyota wygrywała co prawda w Le Mans pięciokrotnie (w latach 2018-2022), jednak była wtedy de facto jedynym zespołem w topowej klasie prototypów. Już na starcie było wiadomo, że o ile tylko Toyoty dojadą do mety, zajmą dwa pierwsze miejsca. Tegoroczne, szóste zwycięstwo jest natomiast pierwszym odniesionym w zaciętej rywalizacji z innymi zespołami – i właśnie dlatego jest też najbardziej wartościowym.









