Rzeczywistość jest bardziej złożona niż sugerują to wiralowe nagrania.
Aleksander Mróz
Wsieci od miesięcy krążą nagrania z drona, pokazujące pola pełne białych elektryków – setki, a według niektórych relacji nawet tysiące aut stojących rzędami, porośniętych chwastami, z wciąż nienaruszoną folią na siedzeniach.
Obrazy z okolic Hangzhou obiegły świat jako dowód, że chiński przemysł EV, światowy lider produkcji, zalewa własny kraj nadprodukcją aut. Rzeczywistość jest jednak bardziej złożona niż można by sądzić po wiralowych nagraniach.
LICZY, KTÓRE WARTO ZNAĆ:
- Moce produkcyjne chińskich fabryk to ok. 55,5 mln pojazdów rocznie, podczas gdy krajowa sprzedaż wynosi ok. 23 mln.
- W Chinach wciąż działa ponad 100 marek EV.
- Wojna cenowa kosztowała branżę w latach 2023-2025 szacunkowo 69 mld dolarów utraconych przychodów.
- Od października 2024 r. UE nakłada na chińskie elektryki cła wyrównawcze, od 17 do ponad 45 proc.
W 2022 r. w Chinach zarejestrowano niemal 6 milionów nowych pojazdów elektrycznych i hybrydowych typu plug-in. Dziś siedem na dziesięć elektryków na świecie powstaje właśnie w tym kraju. W 2025 r. produkcja „pojazdów nowej energii” (New Energy Vehicle, NEV) sięgnęła w Chinach ok. 12,9 miliona sztuk, z czego ponad 2 miliony trafiły na eksport.
Za tą skalą – jeśli ktoś woli: sukcesem – stoją dekady państwowych dotacji, które waszyngtoński think tank CSIS szacuje na ponad 230 miliardów dolarów w latach 2009-2023, oraz polityka lokalnych władz, które premiowały wielkość produkcji, a nie jej opłacalność. Pola z porzuconymi pojazdami, jak to opisane wyżej, zaobserwowano dotąd w co najmniej sześciu chińskich miastach, choć część z nich lokalne władze już uprzątnęły.
Skąd naprawdę biorą się porzucone auta
Skąd biorą się porzucone auta, jeśli nie z prostej nadprodukcji fabryk? Dziennikarskie śledztwa, między innymi reportaż Bloomberga, wskazują na inne źródło problemu. Wśród nich jest m.in. upadłość firm car-sharingowych i flot taksówek elektrycznych.
Przypomina się tu chiński krach wypożyczalni rowerów z 2018 r., gdy po bankructwach firm takich jak Ofo czy Mobike, miliony jednośladów trafiły na złomowiska. Mechanizm z autami był podobny – dziesiątki operatorów krótkodystansowych wypożyczalni EV, takich jak Microcity, postawiły na tanie, słabe technicznie modele (np. Baic EC3 czy Neta V) z zasięgiem rzędu 100-150 km, licząc na boom w miastach. Gdy okazało się, że taksówka lub metro są tańsze i wygodniejsze, firmy zbankrutowały, zostawiając pojazdy bez właściciela.
Ile aut naprawdę stoi na polach pod Hangzhou
Warto zweryfikować też samą skalę zjawiska. Nagranie youtubera Winstona Sterzela sugerowało, że na jednym z pól pod Hangzhou stoi ponad 10 tysięcy egzemplarzy modelu Neta V. Wizja lokalna dziennikarza Marka Rainforda wykazała jednak, że w rzeczywistości aut tego modelu było tam 146, a większość pojazdów miała 5-6 lat, ślady użytkowania, akcesoria posprzedażowe i śmieci w środku. Nie były to więc fabrycznie nowe samochody czekające na klienta, jak twierdzono w części materiałów.
Prawdziwy problem to nadprodukcja na papierze, nie w polu
Nie oznacza to, że problem nadprodukcji w Chińskich zakładach samochodowych nie istnieje. Jest wręcz przeciwnie, okazuje się on bardzo realny, tylko rozgrywa się głównie na poziomie bilansów producentów, a nie aut porzuconych w polu. Marże w chińskiej branży motoryzacyjnej spadły do zaledwie 3,2 proc., a lider rynku – BYD – odnotował w marcu 2026 r. siódmy z rzędu miesiąc spadku sprzedaży.
Analitycy Trivium China i UBS przewidują, że wojna cenowa potrwa jeszcze latami, a do końca dekady na rynku może przetrwać zaledwie kilkanaście-kilkadziesiąt marek. Sam BYD ostrzegał, że nawet stu konkurentów może zniknąć w najbliższych miesiącach.
„Baterie”, recykling i środowiskowy rachunek
Pozostaje wątek środowiskowy, często pomijany w sensacyjnych materiałach o cmentarzyskach elektryków. Porzucone akumulatory zawierają cenne surowce – lit, kobalt i nikiel – które powinny trafiać do recyklingu, a nie leżeć odłogiem, stwarzając ryzyko wycieków.
Zbyt szybkie wycofanie pojazdu z eksploatacji niweczy też bilans emisyjny, bo produkcja „baterii” ma wyższy ślad węglowy niż auta spalinowego, a swoją ekologiczną przewagę elektryk osiąga dopiero po kilku latach jazdy. Część chińskich prowincji zapowiedziała już programy odzysku cennych metali z porzuconych flot samochodowych.
Co to oznacza dla Europy i Polski
Dla europejskiego, w tym polskiego rynku, sprawa ma wymiar praktyczny. Rosnące moce produkcyjne, których chiński rynek wewnętrzny nie jest w stanie wchłonąć, to jeden z głównych powodów, dla których firmy takie jak BYD, Geely czy Chery prowadzą tak agresywną ekspansję w Europie.
W 2025 r. eksport z Chin wzrósł o 20 proc. rok do roku, do 5,8 mln pojazdów, a na 2026 r. jest prognozowany wzrost do 7,4 mln. To właśnie presja eksportowa wynikająca z nadwyżki mocy produkcyjnych, a nie pola czy parkingi z porzuconymi autami, będzie miała największy wpływ na ceny i konkurencję na rynkach takich, jak polski.
fot. DRIVE MODE
FAQ – najczęściej zadawane pytania
1. Czy nagrania „cmentarzysk” są prawdziwe?
Tak, ale narracja o nich mija się z prawdą. To w większości nie są nowe auta z nadprodukcji, lecz floty zbankrutowanych wypożyczalni i taksówek.
2. Skąd wzięły się tysiące porzuconych aut?
To skutek upadku firm car-sharingowych. Po wycofaniu dotacji państwowych i zweryfikowaniu rynku przez klientów, mniejsi operatorzy zbankrutowali, zostawiając floty na polach.
3. Czy samochody te były fabrycznie nowe?
Nie. Śledztwa wykazały, że to auta 5–6 letnie, ze śladami użytkowania, śmieciami i prywatnymi rzeczami w środku.
4. Czy w Chinach rzeczywiście jest problem z nadprodukcją?
Tak, ale w bilansach firm i fabrykach (wykorzystanie mocy produkcyjnych spadło poniżej 50%), co wywołało ostrą wojnę cenową, a nie na polach pod miastami.
5. Co z porzuconymi bateriami?
Zawierają cenne surowce (lit, kobalt, nikiel). Chiny wdrażają programy recyklingu, by odzyskać metale i zapobiec skażeniu środowiska.










