Szef stylistów VW przyznał, że marka popełniła błąd i odrobiła bolesną lekcję.
Filip Lomet
W pogoni za nowoczesnością Volkswagen zapomniał o tym, z czego jego samochody słynęły przez długie lata – o łatwości obsługi. W ostatnich latach na siłę forsował obsługę niemal wszystkich funkcji poprzez ekran centralny i pola dotykowe. Teraz firma przyznaje się do błędu, zapowiada powrót do sprawdzonych rozwiązań i mówi jasno: „To ma być samochód, a nie smartfon”.
Wygląda na to, że firmy samochodowe powoli zaczynają słuchać nie tylko branżowych mediów, ale również własnych klientów. A dziennikarze i właściciele aut od prawie dziesięciu lat narzekają, że „wpychanie” niemal całej obsługi w ekran dotykowy, włącznie z najbardziej podstawowymi funkcjami, jest dużo gorszym rozwiązaniem od klasycznych przycisków i pokręteł. Na dodatek te przełączniki, które pozostały na desce rozdzielczej, zostały zastąpione przez pola dotykowe i gładziki.
Powrót do wygodnej obsługi
Już od jakiegoś czasu Volkswagen przywraca w swoich modelach niektóre tradycyjne przyciski – np. na kierownicy Passata, Tiguana, Golfa po face liftingu czy Tayrona. Teraz szef stylistów VW Andreas Mindt przyznał w wywiadzie dla naszych kolegów z brytyjskiego tygodnika „Autocar”, że można to uznać za wycofywanie się z błędu.
„Począwszy od wejścia do sprzedaży modelu ID.2 będziemy mieli tradycyjne przełączniki dla pięciu funkcji – regulacji głośności, ustawień temperatury, siły nawiewu i świateł awaryjnych” – powiedział Mindt. „Nie popełnimy drugi raz tego samego błędu. Od teraz klasyczne przyciski będą w każdym nowym modelu VW. Również na ramionach kierownicy. Nie ma co kombinować, a sygnały od klientów są jednoznaczne – wolą oni prawdziwe przyciski. Mówiąc szczerze, nie jestem zaskoczony. W końcu mówimy o samochodzie, nie o telefonie”.
Funkcje, które w modelach VW będą obsługiwane w tradycyjny sposób, uzupełnią najnowsze wymagania Euro NCAP. Począwszy od 2026 r. organizacja będzie rekomendować „fizyczne” elementy obsługi wycieraczek przedniej szyby, kierunkowskazu, klaksonu, świateł awaryjnych i funkcji SOS, a pojazd, który nie będzie ich miał nie będzie też w stanie uzyskać maksymalnej oceny pięciu gwiazdek. Dyrektor ds. rozwoju strategicznego Euro NCAP Matthew Avery powiedział portalowi Politico: „Dzięki analizom wiemy, że mamy coraz więcej wypadków, ponieważ kierowcy są rozproszeni próbując obsłużyć podstawowe funkcje”.
Ekran to rozwiązanie tanie i mało funkcjonalne
W modelach Volkswagena takich jak ID.3 czy ID.4 sterowanie dotykowe dotyczy m.in. temperatury w kabinie oraz siły nawiewu. Chcąc podwyższyć temperaturę kierowca jest zmuszony użyć ekranu z multimediami, nawigacją, co wymaga oderwania wzroku od drogi. Również tzw. haptyczne (dotykowe) przyciski na kierownicy powodują zdenerwowanie użytkowników. Właściciele aut narzekają, że niektóre funkcje załączają się przy przypadkowym dotknięciu, a nie włączają się, kiedy są wywoływane.
Kolejnym producentem, który zdecydował się obsługę wyłącznie poprzez ekrany, jest Mercedes. Szef designu marki przyznał niedawno, że „ekrany nie są luksusowe”, gdy zapytano go o monstrualny ciekłokrystaliczny wyświetlacz regulujący wszystko, stosowany na przykład w modelu EQS.
Skąd wziął się trend umieszczania wszystkiego na dotykowym ekranie? Okazuje się, że pierwotnie chodziło o koszty – ekran był znacznie tańszy niż panele prawdziwych przełączników i pokręteł. A jednocześnie zaczął się podobać wielu klientom, bo wyglądał nowocześnie. Nie bez znaczenia było też pojawienie się na rynku Tesli S, z gigantycznym ekranem do sterowania wszystkim na pokładzie. Samochody z klasycznymi przyciskami zaczęły przy tym wyglądać staromodnie, a firmy bez zważania na opinie kierowców zaczęły kopiować dotykową obsługę. Teraz przyznają, że to zaszło za daleko.
FOT. VW, SKODA








