Paliwo drożeje, a powrót pakietu ochronnego CPN został zablokowany.
Aleksander Mróz
Cena ropy znów przebiła 100 dolarów za baryłkę, na stacjach benzyna Pb95 kosztuje miejscami blisko 7,50 zł/l, a olej napędowy przekracza 8 zł/l. Nic dziwnego, że kierowcy pytają o powrót wiosennego pakietu CPN (Ceny Paliwa Niżej), który chronił ich portfele ustalając maksymalne ceny paliw.
Właśnie poznaliśmy odpowiedź i raczej nie jest ona krzepiąca. W piątek 24 lipca prezydent Karol Nawrocki skierował do Trybunału Konstytucyjnego ustawę, która miała rządowi umożliwić sfinansowanie nowej ulgi dla kierowców. Na szybki powrót państwowej „osłony” cen paliw nie ma więc co liczyć, a to, czy paliwo stanieje, zależy dziś przede wszystkim od światowego rynku ropy.
W ARTYKULE
- Ropa znów kosztuje ponad 100 dolarów za baryłkę.
- Benzyna Pb95 na stacjach za 7,30–7,49 zł/l, olej napędowy miejscami ponad za 8 zł/l.
- Pakiet cen maksymalnych (CPN) wygasł 30 czerwca i na razie nie zostanie wznowiony.
- Prezydent skierował do TK ustawę, z której rząd chciał sfinansować nową ulgę dla kierowców.
Dlaczego znów jest drogo
Lipiec przyniósł na rynku ropy wydarzenia, których na początku miesiąca większość analityków nie zakładała. 10 lipca baryłka ropy Brent kosztowała nieco ponad 72 dolary, a 24 lipca notowania przekroczyły 100 dolarów. Powód jest ten sam, co wiosną – brak rozwiązania konfliktu na Bliskim Wschodzie i ograniczenia w żegludze przez cieśninę Ormuz, którą jest transportowana znaczna część ropy trafiającej na światowe rynki.
Natychmiast przełożyło się to na ceny paliw na stacjach. Benzyna Pb95 kosztuje dziś 7,30–7,49 zł/l, a olej napędowy przekracza 7,90 zł/l, w niektórych miejscach sięgając aż 8 zł/l. Dla porównania – 30 czerwca, w ostatnim dniu obowiązywania pakietu CPN, benzyna Pb95 kosztowała średnio 6,00 zł/l, „diesel” zaś – 6,19 zł/l. Różnica jest więc odczuwalna dla portfela każdego kierowcy.
Rządowej obniżki cen na razie nie będzie
Wiosną, gdy ceny paliw wystrzeliły po raz pierwszy po ataku USA i Izraela na Iran, rząd uruchomił pakiet CPN, obniżając VAT na paliwa z 23 do 8 proc., zmniejszając akcyzę i wprowadzając ceny maksymalne. Ta osłona wygasła 30 czerwca, wyglądało też na to, że sytuacja na Bliskich Wschodzie się stabilizuje. Gdy w ostatnich dniach ceny znów poszły w górę, wróciło pytanie o wznowienie ochronnego pakietu CPN.
Odpowiedź przyniósł piątek 24 lipca. Prezydent Karol Nawrocki nie podpisał ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków spółek paliwowych, z którego miał być sfinansowany nowy pakiet CPN, kierując ją do Trybunału Konstytucyjnego. „Prezydent Nawrocki zablokował kolejne 4 miliardy złotych dla budżetu Polski” – napisał na platformie X minister finansów Andrzej Domański, oskarżając Karola Nawrockiego o opowiedzenie się po stronie wielkich koncernów. Prezydent odpowiadał z kolei, że podatek i tak nie obniżyłby cen na stacjach, bo jego koszt spółki przerzuciłyby na klientów.
Formalnie nie jest to weto, ustawa czeka bowiem na wyrok Trybunału Konstytucyjnego. W praktyce jednak źródło finansowania ewentualnych osłon zostało wstrzymane na nieokreślony czas. Nawet gdyby Trybunał uznał podatek za zgodny z konstytucją, na wyrok trzeba będzie poczekać, a dotychczasowa praktyka pokazuje, że raczej nie stanie się to szybko. Zresztą jeszcze przed decyzją prezydenta minister finansów studził nadzieje na powrót ulg (ściśle: maksymalnych cen paliw), wskazując na wysoki deficyt budżetu, a premier Donald Tusk mówił wprost, że państwo nie może bez końca dopłacać do paliwa.
Będzie więc drożej czy nie? Uczciwa odpowiedź
Co z tego wynika dla kierowców? Po pierwsze, na szybki powrót państwowych obniżek nie ma co liczyć – środki, które miały je sfinansować, są dziś zablokowane, a budżet pozostaje napięty. Po drugie, to, czy paliwo stanieje, zależy przede wszystkim od rynku ropy, a ten jest „uzależniony” od sytuacji na Bliskim Wschodzie. Jeśli napięcie wokół cieśniny Ormuz zelżeje, ceny mogą spaść równie szybko, jak wcześniej. Jeśli jednak konflikt będzie się przeciągał, na stacjach będzie drogo – i tym razem bez rządowej poduszki ochronnej. Odpowiedź brzmi więc – w najbliższym czasie raczej będzie drogo, a dalszy rozwój sytuacji wyznaczy nie rząd, lecz notowania ropy na światowych rynkach.
FOT. DRIVE MODE








