Są tańsze, w wielu wypadkach ładne i wydają się nowoczesne. Ale to nie oznacza, że „chińczyki” nie mają wad.
Marcin Klimkowski
Chińskie marki motoryzacyjne coraz śmielej pukają do drzwi Europejczyków. Kuszą atrakcyjną ceną, nowoczesnym designem swoich modeli i obietnicą szybkiej rewolucji technologicznej, zwłaszcza w dziedzinie aut elektrycznych. Wielu kierowców zastanawia się jednak, czy taki wybór rzeczywiście się opłaca.
W Polsce chińskie samochody już zdobyły pokaźny kawałek rynkowego tortu. I trzeba przyznać, że udało im się to zrobić błyskawicznie. W czerwcu 2025 roku miały 6,1-procentowy udział w rynku, w I kwartale 2025 roku wyniósł on 5 procent. Dla porównania: cały rok 2024 został zamknięty przez Chińczyków udziałem na poziomie 1,9 procent. A w 2023 roku było to jeszcze zaledwie 0,03 proc.
Za zakupem auta z Państwa Środka, na który decyduje się coraz więcej „Kowalskich”, przemawia sporo argumentów, ale nie można przecież pomijać tych, które są równie istotne a budzą wątpliwości co do takiego zakupu. Poniżej przedstawiamy pięć najczęściej podnoszonych zastrzeżeń wobec chińskich samochodów – od kwestii technicznych, przez praktyczne, aż po wizerunkowe.
Wysokie zużycie paliwa
Choć chińskie marki mocno inwestują w modele elektryczne i hybrydowe, to nadal sporą część ich oferty stanowią zwykłe auta spalinowe. Testy przeprowadzane w Europie często pokazują, że deklarowane wartości spalania mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. W warunkach miejskich, czy na autostradzie, zużycie paliwa okazuje się wyższe niż w przypadku konkurentów z Japonii, Korei czy Niemiec. Wynika to m.in. z mniej dopracowanych jednostek napędowych, większej masy pojazdów i nie zawsze optymalnej aerodynamiki. W praktyce kierowca, którego skusi niższa cena zakupu, może w dłuższej perspektywie wydać więcej na paliwo, co znacząco obniża opłacalność inwestycji.
Stosunkowo drogi serwis
Kolejną kwestią jest koszt obsługi posprzedażnej. Choć ceny katalogowe chińskich samochodów bywają atrakcyjne, to wizyty w autoryzowanych serwisach mogą zaskoczyć. W Europie sieć warsztatów specjalizujących się w naprawach takich pojazdów dopiero się rozwija, a mała konkurencja oznacza, że ceny usług są wyższe, niż można by się spodziewać. Do tego dochodzi konieczność sprowadzania niektórych elementów bezpośrednio z Azji, co nie tylko wydłuża czas naprawy, ale i podbija koszty. Efekt? To, co miało być tanim autem, może okazać się produktem wymagającym poważnych nakładów finansowych.
Mała dostępność części zamiennych
Dla kierowcy, który na co dzień eksploatuje samochód, liczy się przede wszystkim bezpieczeństwo i pewność, że w razie awarii auto szybko wróci na drogę. W przypadku chińskich marek bywa z tym różnie. Brakuje magazynów z częściami w Europie, a producenci dopiero tworzą swoje zaplecze logistyczne. Zamówienie nawet podstawowych części, jak reflektor czy element zawieszenia, może oznaczać tygodnie czekania. Dla osób przyzwyczajonych do błyskawicznej dostępności komponentów do Volkswagena, Opla czy Toyoty, jest to spory problem. W dodatku zamienniki wciąż są rzadkością, co dodatkowo ogranicza możliwości szybkiej naprawy.
Brak interfejsów Apple CarPlay i Android Auto w niektórych autach
W erze powszechnej cyfryzacji samochód to nie tylko środek transportu, ale i przedłużenie smartfona. Kierowcy przyzwyczajeni do wygody jaką dają łącza Apple CarPlay czy Android Auto, bywają rozczarowani, gdy odkrywają, że w wielu chińskich modelach (np. koncernu BAIC) te systemy w ogóle nie występują albo działają w ograniczonej formie. Niektórzy chińscy producenci stawiają na własne rozwiązania multimedialne, które nierzadko są mniej intuicyjne i gorzej zintegrowane z europejskimi usługami. W efekcie komfort jazdy spada, a kierowcy mogą czuć się odcięci od funkcjonalności, które w autach konkurencji uchodzą już za standard.
Brak rozpoznawalności marki i pewności
Samochód to nie tylko technologia i funkcjonalność – to również wizerunek. Wielu nabywców przywiązuje dużą wagę do marki, bo jest ona swoistą gwarancją jakości i prestiżu. Chińskim markom, mimo że dynamicznie rosną, wciąż brakuje renomy na wymagającym rynku europejskim. W oczach wielu kierowców auta z Chin to nadal egzotyczne, niepewne produkty, których wartość rezydualną (czyli cenę przy odsprzedaży) trudno przewidzieć. Z tego względu kupujący ryzykują, że za kilka lat sprzedaż używanego auta okaże się dużo mniej opłacalna niż w przypadku znanych marek z Europy czy Japonii.
Nadchodzące lata będą weryfikować rynek
Wejście chińskich marek na europejski rynek motoryzacyjny to bez wątpienia zjawisko, które będzie rosnąć. Atrakcyjna cena i szybkie tempo rozwoju technologii elektrycznych sprawiają, że te auta kuszą coraz szersze grono odbiorców. Warto jednak pamiętać o argumentach, które mogą mocno osłabić tę atrakcyjność. Wyższe zużycie paliwa w wypadku modeli spalinowych, drogi serwis, ograniczona dostępność części, brak kluczowych rozwiązań cyfrowych oraz niepewna pozycja rynkowa producentów to czynniki, które sprawiają, że zakup chińskiego samochodu jest obarczony ryzykiem. Należy się bardzo dobrze zastanowić, czy niska cena na wejściu nie oznacza wysokich kosztów w przyszłości.
FOT. DRIVE MODE









