Wygląda na to, że powody są dwa, i to bardzo proste.
Roman Popkiewicz
Oferta samochodów elektrycznych jest dziś szeroka, w dużej części są to modele niezłe, w niektórych wypadkach bardzo dobre, a te, które pojawiły się w ostatnich dwóch sezonach mogą z powodzeniem konkurować z autami spalinowymi. Dlaczego więc nie chcemy masowo się do nich przesiąść?
Powód numer jeden – cena
Wygląda na to, że odpowiedź jest prosta i składa się z dwóch części. Pierwszą rzeczą jest oczywiście cena. Jeśli elektryk kosztuje o 70-80 procent więcej niż jego spalinowy odpowiednik to jest mała szansa, żeby kiedykolwiek wyjechał z salonu. Każdy kto przez chwilę jeździł autem elektrycznym wie, że możliwość poruszania się buspasami, darmowego parkowania często na specjalnie do tego wydzielonych miejscach w centrach miast czy możliwość przejazdu ulicami zamkniętymi dla normalnego ruchu to są bardzo przyjemne rzeczy, ale daleko niewystarczające. Bez obniżenia ceny pojazdu poprzez dopłaty, zwolnienia z opłat itp. się nie obejdzie. Dotyczy to nawet zamożnych rynków takich jak Niemcy, Francja czy Stany. Było potrzebne nawet w bardzo bogatej Norwegii, która latami, metodycznie, konsekwentnie promowała elektryki i dziś efekt jest taki, że stanowią one prawie 90 procent sprzedaży nowych aut.
Powód numer dwa – infrastruktura
Problem w tym, że samochód elektryczny jest dobry tylko dla tych, którzy mogą go ładować we własnym garażu, na własnym miejscu parkingowym, na parkingu w miejscu pracy itp. Wtedy jest najtaniej (kilka razy w porównaniu z kosztem jeżdżenia samochodem spalinowym), a przy okazji zajmuje to najmniej czasu – dokładnie tyle ile trwa podłączenie wtyczki do gniazda ładowania w aucie, bo samochód najczęściej ładuje się przez noc. Ci, którzy zerkają w stronę elektryków, doskonale o tym wiedzą. Problem w tym, że u nas jeśli mieszkasz w bloku, auto elektryczne prawie na pewno nie jest dla ciebie. Może być dla ciebie jeśli mieszkasz w bloku z własnym miejscem parkingowym i uda ci się zainstalować własnego wallboxa, jednak większość z tych, którzy próbowali to zrobić wie, z jaką drogą przez mękę się to wiąże.
To jest właśnie drugi powód – brak odpowiedniej infrastruktury. Przepis, że każde miejsce parkingowe w garażu podziemnym już na etapie budowy obiektu musi być przystosowane do zainstalowania wallboxa obowiązuje u nas dopiero od dwóch lat.
Tak to właśnie wygląda w Norwegii. Na każdym parkingu, na którym zostawiasz auto idąc na spacer z widokiem na fiordy, są zainstalowane właśnie „powolne” ładowarki. Idziesz na godzinny spacer czy kilkugodzinny trekking – podłączasz auto. Parkujesz przed sklepem – podłączasz auto. Idziesz do kina – podłączasz auto. Od dawna nikt już nie obawia się o zasięg.
Dopóki nie będziemy mieli możliwości ładowania auta właśnie pod domem, na spacerze, pod sklepem, kinem, basenem, siłownią i tak dalej, nie zamienimy samochodu spalinowego nawet na najlepszy elektryczny. Nawet jeśli cena elektryka zacznie być akceptowalna.








