Finansowanie

Ceny nowych aut w Polsce – tanio już było

Na przestrzeni dwóch dekad ceny nowych aut wzrosły ponad dwukrotnie.

<a href="https://drivemode.pl/author/maciek_z/" target="_self">Maciej Ziemek</a>

Maciej Ziemek

24 mar, 2024

Dwadzieścia lat temu cennik nowych aut w Polsce otwierał Fiat Seicento – najmniejszy i najmniej skomplikowany środek transportu dla czterech osób. Jego cena startowała od mniej niż 25 tys. złotych. Nieco więcej Fiat życzył sobie za nową Pandę, która wtedy rewolucjonizowała świat małych samochodów. Dzisiaj, za jej następczynię trzeba zapłacić ok. 57 tys. zł, czyli ponad dwa razy więcej. Owszem, obecna Panda urosła w stosunku do poprzedniczki, ale nie aż dwukrotnie.

Inny przykład – Dacia. Należąca do aliansu Renault-Nissan marka z rumuńskimi korzeniami wciąż chce być postrzegana jako producent przystępnych cenowo samochodów. Za najtańszy – Sandero – trzeba zapłacić prawie 60 tys. zł.

Co stało się z tanimi samochodami?

„Nikt ich nie chce” – brzmi odpowiedź ze strony producentów. Wyśrubowane normy emisji spalin oraz bezpieczeństwa i coraz bogatsze obowiązkowe wyposażenie seryjne zabiły tanie samochody. Prawda, ale tylko połowiczna. Druga strona medalu jest taka, że na małych samochodach producenci zarabiają najmniej. W 2003 roku Fiat Panda zadowalał się jedną poduszką powietrzną i systemem ABS. Airbag po stronie pasażera czy boczne poduszki powietrzne oraz bardziej zawansowane systemy bezpieczeństwa widniały na liści wyposażenia dodatkowego. Dzisiaj Fiat Panda obowiązkowo musi być wyposażony w 4 poduszki powietrzne i system stabilizacji toru jazdy, bo tego wymaga prawo w Unii Europejskiej. 20 lat temu korbki do opuszczania i podnoszenia szyb nikogo nie dziwiły. Teraz, w czasach dotykowych „suwaków”, wydają się być archeologicznym wykopaliskiem.

Klucz do auta leży na stole, widać rękę osoby, która podpisuje umowę.

W „10” najczęściej wybieranych marek w Polsce są aż 4 marki premium, co najlepiej świadczy o tym, że ceny samochodów marek popularnych niemal dogoniły ceny modeli marek premium

Elektronika też waży

Kiedyś jedynym wyświetlaczem w samochodzie był elektroniczny zegarek, którego „ekran” miał przekątną pół cala. Dzisiaj dwa ekrany o przekątnej 12,3 cala każdy to już prawie standard, przy czym jeden musi być dotykowy. Nie mówiąc o komputerach, które zasilają je danymi. Pomimo tego, że wiele elementów wyposażenie samochodów jest teraz elektroniczna, czyli lekka, ich nagromadzenie w samochodach sprawia, że ważą o 30 procent więcej niż modele podobnej wielkości 20 lat temu. Większa masa własna nowoczesnych aut ma zresztą znacznie więcej składników, m.in. większe rozmiary zewnętrzne, większe obręcze kół i większe opony. A to wszystko waży i kosztuje.

Zespół napędowy zamiast silnika

Znacznie droższe zarówno w opracowaniu, jak i w produkcji są także nowoczesne, zawansowane technicznie silniki, a w zasadzie – zespoły napędowe. Samochody napędzane wyłącznie silnikiem spalinowym należą dzisiaj do rzadkości. Podobnie, jak 20 lat temu małe auta z klimatyzacją czy z automatyczną skrzynią biegów. Cenniki „uginają” są teraz od tzw. hybryd – łagodnych, klasycznych i plug-in. Tylko takie zespoły napędowe są wstanie jednocześnie w miarę dynamicznie napędzać coraz cięższe auta oraz emitować coraz mniej zanieczyszczeń. W zasadzie, prawie zawsze w połączeniu z przekładnią automatyczną. Na końcu, za „dobrodziejstwo” dla środowiska i komfortu jazdy musi zapłacić klient.

Ciemność widzę

Ceny najmniejszych samochodów osiągnęły absurdalny pułap. Z pomocą klientom przyszli sami producenci i usunęli z oferty nierentowne modele. Niestety, wiele wskazuje na to, że auta będą w przyszłości jeszcze droższe niż dzisiaj. Po pierwsze, z uwagi na konieczność spełnienia wyśrubowanych norm emisji spalin i stosowanie drogich katalizatorów. Po drugie, ze względu na coraz bardziej rygorystyczne normy bezpieczeństwa i coraz bogatsze seryjne wyposażenie, niezależnie od klasy auta.

Będzie tylko drożej

Od 2024 roku seryjne wyposażenie nowych samochodów będzie obejmować m.in. system rozpoznawania znaków drogowych, systemem utrzymywania auta na pasie ruchu i aktywny tempomat. Współpracując ze sobą systemy te będą odpowiadać za automatyczne dostosowanie maksymalnej prędkości do obowiązującej na danym obszarze – na podstawie danych z systemu rozpoznawania znaków drogowych lub danych o lokalizacji auta (za pośrednictwem modułu GPS) – i do utrzymania samochodu na pasie ruchu. Kolejna podwyżka cen nowych samochodów zbliża się wielkimi krokami.

REKLAMA

Przeczytaj również

Brak artykułów
Brak artykułów
REKLAMA
Share This